CEiIK - Strona glówna
Tadeusz Woźniak z synem Piotrem.

Człowiek musi mieć marzenia.
Wywiad z Tadeuszem Woźniakiem, pieśniarzem i kompozytorem

– W jednej z dawnych piosenek pt. „Świat jest zwariowany” śpiewa Pan, że ten świat pędzi nie wiadomo dokąd i nie wiadomo, ile w 2000 roku będzie zła, a ile szczęścia? Mamy już rok 2009 i jak ten bilans wygląda?

– To piosenka z 1970 roku, gdy do przełomu wieków było 30 lat. Ale trudno policzyć, ile dzisiaj jest zła, ile szczęścia, ale myślę, że bilans się nie zmienił.
– Mówiąc o tej złej stronie świata ma Pan na myśli wojny, przemoc czy może po prostu ludzkie postawy?
– Także różne trendy cywilizacyjne, które niekoniecznie są zgodne z potrzebami człowieka, a są wymuszone przez industrializację. Więc to wszystko tak się miesza, że ja bym się nie odważył stawiać jakiejś diagnozy. Mogę tylko mówić o swojej, bardzo powierzchownej, obserwacji, intuicji, odczuciu, że ten bilans chyba tak w ogóle nie ulega zmianie. Jeśli przyjrzeć się historii, którą tak bardzo się interesowałem, i procesami społecznymi, to zawsze ten bilans wychodził na zero; jak się tu robiło lepiej, to tam gorzej. Jak w jednym miejscu pięć lat nie było powodzi, to w gdzie indziej wylała woda, że podam proste przykłady, które podsuwa intuicja. Nie mogę ich ująć w karby filozoficzne, bo nie jestem do tego uprawniony.
– Ale filozofem z wykształcenia jest Bogdan Chorążuk, autor większości tekstów Pańskich piosenek, często egzystencjalnych, filozoficznych właśnie. Aż ciśnie się więc na usta pytanie: „Ile Woźniaka jest w Woźniaku?”
– Tyle Woźniaka jest w Woźniaku, że ja te teksty wybierałem. Bogdan pisał je i poprawiał dla moich potrzeb. W końcu to ja decydowałem, co będę śpiewał, a co nie. Jak mi coś się nie podobało, to Bogdan zmieniał tekst tak, aż zaczął mi się podobać, albo go w ogóle nie brałem.
– Tak jak Maryla Rodowicz, która narzucała swoje rozwiązania Agnieszce Osieckiej?
– No tak, poeta ma prawo się nie zgodzić z takimi uwagami, ale musi się liczyć z tym, że kompozytor czy wykonawca tego nie weźmie.
– A jak Chorążuk?
– Chorążuk się zgadzał.
– Czytałem pewien wywiad, w którym wyznał Pan, że lubił naprawiać stare zegary. A najbardziej znany Pański utwór to „Zegarmistrz światła”. Czyżby Pan zainspirował Chorążuka do napisania takiego tekstu?
– Poszukiwałem takiego tekstu i Bogdan go wygrzebał! On go nie napisał na moje zamówienie, ale miał już wcześniej, więc dostałem gotowy. I to jest jeden z nielicznych przypadków, kiedy tekst bez żadnych zmian trafił do mojego repertuaru. Tam się wszystko zgadzało z tym, jak to sobie wyobrażałem, co było zgodne z moimi myślami.
– W tym samym wywiadzie mówił Pan, że lubi grzebać w starach zegarach, bo można to robić w kapciach. W przeciwieństwie do naprawy samochodów, gdy trzeba kłaść się na betonowe podłoże, mazać w smarach. Czyli preferuje Pan życie domowe, kameralne?
– Zdecydowanie! Zdecydowanie jestem domatorem, niechętnie wychodzę z domu.
– To dom poza miastem, który Pan sobie wymarzył?
– Pośrednio. Mamy dom w takim miejscu w Warszawie, który jest otoczony zielenią, a z drugiej strony mamy bardzo blisko do najważniejszych punktów w mieście.
– Pańska rodzina chyba cała jest taka artystyczna, bo małżonka Jolanta również śpiewa, nie mówiąc o szwagrze, aktorze Krzysztofie Majchrzaku, z którym czasami też gracie koncerty. Tymczasem trzeba się zderzać z brutalną rzeczywistością. Kto załatwia te bieżące sprawy w codziennym życiu?
– Dzielimy się. Niektóre sprawy załatwia żona, niektóre ja, choć ciężar prowadzenia domu spoczywa głównie na żonie.
– Ciekawi mnie, jak wyglądają kontakty ludzi noszących trochę głowy w obłokach ze światem biznesu, gdzie myśli się przede wszystkim o zarabianiu pieniędzy?
– My specjalnie temu nie ulegamy, co nie znaczy, że w świecie poważnego biznesu nie mamy znajomych, a w kilku przypadkach – przyjaciół. Ale to są ludzie, którzy nie pasują do ogólnie przyjętego wizerunku biznesmenów. Są to ludzie, którzy odnieśli wielki sukces zawodowy, ale z drugiej strony zachowali prostotę bycia i wrażliwość na piękno, bez takiego żadnego nadmuchiwania. A tacy też są w biznesie.
– Pan już na początku drogi życiowej wybrał ten świat artystyczny, choć skończył Pan technikum...budowy lamp elektronowych.
– Poszedłem tam nie wiedząc jeszcze, co chcę w życiu robić, ale w trakcie nauki zacząłem grać na gitarze, coraz bardziej mnie to wciągało i tak już w tym świecie muzyki zostałem.
– W piosence „Pewnego dnia o świcie” śpiewa Pan z nadzieją: „...za zakrętem drogi spotkam siebie, doświadczonego o wszystko, co mi się nie zdarzy”. Spotkał Pan takiego, jakiego sobie wyobrażał na początku artystycznej drogi ponad 40 lat temu?
– Tak, myślę, że jestem już w tym momencie życia, gdy mogę spojrzeć do tyłu i prześledzić swoją drogę z pewnego dystansu, bez specjalnych emocji. A metafora o tym, co się może nie zdarzyć, jest o niespełnionych planach, marzeniach, które się nie zdarzyły.
– To nie jest warunek konieczny, że musiały się wydarzyć?
– Nie, ale samo pragnienie, samo dążenie do czegoś, sam plan jest też jakimś zdarzeniem, ponieważ także zostawia ślad. Poza tym człowiek musi mieć plany i marzenia, bo to one nakręcają go, napędzają do działania. Inaczej życie nie miałoby sensu.
– Czy któryś z trzech synów poszedł w Pańskie muzyczne ślady?
– Najstarszy Piotrek jest muzykiem i jeździ ze mną, drugi syn to programista komputerowy, ale też w jakiś sposób związany z muzyką, bo pisze programy do systemów nagrywania dźwięku, a najmłodszy ma... dwanaście lat! Ale mam też już trzech wnuków...
– Piotr przyjechał także do Olsztyna, gdzie gościł Pan już co najmniej kilka razy. Jak się zaczęła Pańska przygoda ze Spotkaniami Zamkowymi „Śpiewajmy Poezję”?
– Ta przygoda nie ma dużego związku z Olsztynem. Swoje poetyckie piosenki śpiewałem też w innych miejscach, na przykład w Opolu. Tutaj wcześniej byłem trzykrotnie, ale zawsze okazjonalnie, z jakimiś drobnymi występami. Tym razem także, bo przecież biorę udział w koncercie z piosenkami Nohavicy wraz z innymi wykonawcami.
Rozmawiał Marek Książek

Tadeusz Woźniak - polski muzyk, kompozytor i wokalista, twórca muzyki filmowej i teatralnej, a także spektakli muzycznych i musicali. Wielokrotnie nagradzany na różnych festiwalach. Występował między innymi z zespołami Niebiesko-Czarni, Dzikusy i z grupą Czterech. Najbardziej znany z kariery solowej, jest wykonawcą kultowego utworu „Zegarmistrz światła”. Największe sukcesy odnosił pod koniec lat 60. i w latach 70.
Urodził się 6 marca 1947 roku w Warszawie, gdzie ukończył technikum budowy lamp elektronowych przy Zakładach im. Róży Luksemburg. Wybrał jednak drogę artystyczną. Jego debiut sceniczny to występy pod pseudonimem Daniel Dan podczas I Radiowej Giełdy Piosenki wraz z zespołem Dzikusy. Później występował jako gitarzysta z kultową formacją Niebiesko-Czarni. Pierwszych nagrań dokonał dla Polskiego Radia wraz z grupą Czterech.
W 1967 roku zadebiutował jako kompozytor pisząc muzykę do wierszy Juliana Tuwima, Bolesława Leśmiana i Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Rok później rozpoczął karierę solową – charakterystyczny styl artysty to melodyjne ballady, które sam pisze i wykonuje, akompaniując sobie na gitarze. Występuje z żoną Jolantą Majchrzak-Woźniak, synem Piotrem (z nim na zdjęciu) i czasami z bratem żony, aktorem Krzysztofem Majchrzakiem.
Woźniak jest twórcą ponad dwustu piosenek, muzyki do prawie stu inscenizacji w teatrach dramatycznych, filmów animowanych, programów poetyckich i artystycznych. Pisał muzykę dla innych artystów, a piosenki z jego muzyką wykonywała słynna węgierska grupa rocka progresywnego Locomotive GT. Jego najpopularniejszym nagraniem jest nagrodzone na festiwalu w Opolu nagranie „Zegarmistrz światła”. Ponadto wśród najbardziej znanych przebojów artysty należy wyróżnić „Smak i zapach pomarańczy”, „Hej Hanno” czy „To będzie syn”. Napisał i zaśpiewał również utwór wykorzystany w czołówce serialu „Plebania”, zatytułowany „Pośrodku światła”. Ponadto wystąpił w kilku odcinkach tego serialu.
Jego najnowsza płyta „Ballady Polskie”, zawiera zestaw nagrań z poezją Słowackiego, Mickiewicza, Kasprowicza, Ujejskiego, Leśmiana i Zmorksiego. Nie jest to tylko i wyłącznie zestaw lektur szkolnych – muzyka Woźniaka ilustruje w przepiękny sposób tekst, doskonale go uzupełniając. Jest także elementem samoistnym. Mogłaby doskonale funkcjonować bez tekstu. Autor sięga na płycie po klasyczną formę ballady, traktując ją jako mini-dramat, opowieść epicką i liryczne wyzwanie.

 

Mecenasi Patroni Partnerzy



Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego
w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Warmia i Mazury na lata 2007-2013.